Czarna, koronkowa >bardzo koronkowa< bluzka, ciemne spodnie “na kant”, czarne czółenka. Pusty hol szkolny, “stuk,stuk”,próba kobiecego chodu. Biodra w ruch,klatka piersiowa do przodu,głowa do góry. Pierwsze potknięcie,zmiana stylu chodzenia i cała kobiecość prawie zaczyna pasować.
Wchodząc do sali koncertowej czuć nawet w opuszkach elegancję i dystyngowanie. Miejsca siedzące ze stron wszystkich, na samym środku scena z czarnym, połyskującym fortepianem. Szmery, ostatnie kaszlenie i “spektakl” się rozpoczyna. Wszyscy milknąna scenę wchodzą artyści. Spoglądam tylko sekundę, później zamykam oczy. Muzyka smakuje z zamkniętymi oczyma najlepiej. Zaczyna fortepian,cicho,cichutko,cichuteńko. Nagle przyspiesza, a klarnet wydaje z siebie dźwięki rozbawienia,które przechodza w obsesyjny śmiech. Fortepian warczy głośno, klarnet śmieje się nadal z coraz większą żałością w “głosie”. Fortepian cichnie, klarnet szlocha na sam koniec.
Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon. Do tandemu dochodzą skrzypcę.
Zaczynają cicho, zalotnie, klarnet odpowiada tym samym, w tle cicho fortepian. Skrzypce zaczynają flirtującą grę z klarnetem,fortepian “przyglada się” z boku. Coraz intensywniej, z coraz większym zaangażowaniem,z coraz większą… nagle fortepian wtrąca się w miłosną grę, przerywając klarnetowi. Skrzypce krzyczą, klarnet uspokaja.
Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon. Do tercetu dochodzi wiolonczela.
Zaczyna radośnie i figlarnie. Wtórają jej skrzypce i klarnet. Nagle wszystko cichnie. Fortepian “wygłasza” swoje przemówienie. Gdy kończy klarnet nieśmiale ośmiela skrzypce do “przytulenia” wiolonczeli. Zaczynają “śpiewać” wspólnie,klarnet w tle okazuje swoją radość. Fortepian rezygnuje.
Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon, wyjście, wejście, skłon i tak 5 razy. Wszyscy schodzą ze sceny.
Koncert skończony. Biegnę do toalety,zdejmuję “kobiecość” wkładając czerwone spodnie,czarno-czerwone glany i czarny sweter. Glanów >dziurek dwadzieścia< nie zawiązuję. Biegnę na pociąg. Błąd. Żadnego połączenia. Na samą myśl o tym,że zostać będę miała na noc na dworcu,łezki podchodzą do oczu. Zbierając w sobie odwagę podchodzę do wyglądającego na miłego chłopca i starając się mówić czysto przedstawiam sytuację robiąc bardzo smutne oczka. Podziałało. Ów chłopiec jechał do Bochum,więc pojechałam z Nim. Później podprowadził mnie na przystanek. Podziękowałam ładnie,wsiadłam do autobusu,pomachałam i tym sposobem na początku następnego dnia byłam w domu.
Di eeent.