Mam Cię.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , on sierpień 16, 2009 by komakushiro

Zdziro, wiem, że tu wchodzisz. Mam Twoje IP.

Chcesz się pouczyć używania wzniosłych słów, tak?

Powiem Ci tylko tyle, że nie zepsujesz niczego.

Jesteś SZMATĄ, panno Agnieszko.

Rozłóż nogi jeszcze raz, znowu przed innym. Ha! Myślisz, że nikt nie wie, że prócz jednego jest jeszcze INNY?

U-DO-KU-MEN-TO-WA-NE   – wiesz co to znaczy?

Miej się na baczności. Przekroczenie granicy ku samoistnej zgubie tuż tuż.

P.S. Następnym razem nie chwal się, że Go wrobisz w dziecko. Ściany mają uszy, a On… już wie.

P.S. 2 – Jak już sięgniesz dna, powiedz mi, jak to jest. Opiszę to w mojej książce dając przykład innym, że nawet dziwki dosięgnie sprawiedliwość.

Ejmen.

Regardless.

Posted in Uncategorized tagi , on lipiec 20, 2009 by komakushiro

Najważsniejsza w tym wszystkim jest…

… rodzina.

Bez względu na przeszłość,

Bez względu na błędy.

Bo człowiek bez rodziny znaczy tyle, co nic.

Coś o tym wiem.

I nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa.

Miłość jest najważniejsza. Mimo wszystko.

Starts… to fade… away.

Posted in Książkowo. on czerwiec 30, 2009 by komakushiro

Fuck.

Problemy z błonnikiem.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , on maj 19, 2009 by komakushiro

Tak, inteligentna jestem. W ubiegłą środę, na zajęciach z emisji głosu pobawiłam się w doktorka, który chciał pomóc wyjaśnieniem zagadki niczym doktorhałs, i na stwierdzenie, że koleżance kręci się w głowie, odparłam z dumą : Masz problemy z błonnikiem?! Wszyscy, wszyscy płakali ze śmiechu, mi osobiście dojście do przyczyny owego wybuchu zajęło dobre 28 sekund. Zachowałam się jak gówniara, masakra.

Praca, praca, praca i? praca. Pracuję czas cały, kształcę się w realizowaniu, zapominam wyłączyć mikrofon na emisji podczas piosenki i zdarzyło mi się nie zapisać szpiega. Ale jestem cudowna, niesamowita, wspaniała, bo przed mikrofonem czuję spokój i opanowanie, zrelaksowanie i poczucie, że wszystko mogę. Płakać ze śmiechu na własnym programie o parapsychologii siedząc koło K. Jackowskiego także. Zabawny człowiek.

A na początku infantylnie nie robiłam spacji po przecinkach. Jak dziecko esemesów.

Spotkało Was coś, czego nie jesteście w stanie opisać? Spotkaliście ducha, “coś” stłukło Wam ulubioną doniczkę, a może czujecie, że coś w was “tkwi”? Napiszcie do mnie, opiszcie swoją historię, chętnie zaproszę Was do programu :-) )

Moralność na klamerkach.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , on maj 10, 2009 by komakushiro

Cofnij się do tyłu

Wysublimowana rzeczywistość
Dotyk dłoni zimnej, nijakiej w stanie
Oczu dwoje, wargi lekko rozchylone
Mąż Cię zostawił, nagły gwar
Wiatr już ucichł, płatki śniegu na policzkach
Gorących niczym kaźń jeszcze nie tak dawno
Stoisz naga, przyodziana w sukienkę
Wstydu, żalu, lamentu…
I stoisz na podwórku, gdzie bielizna
Przesiąknięta stęchlizną podobną do Twojej
Moralność na klamerkach
Fizyczność niczym lina – naciągnięta, martwa
Chciałabyś powiedzieć
Nie.
Tak szybko i łatwo nie umrzesz
Wracaj do domu
Dzieci czekają na obiad.

——————————————————————————————————————————————

Dużo się dzieje, oj tak.

Kolejny awans, tym razem prócz sekretarzowania, lektorowania, prowadzenia programu, zostałam realizatorem. Ałć, brzmi groźnie, skomplikowana sprawa, ale jest cudownie, niesamowicie i wspaniale.

Dzisiejszy program był MEGA. Jackowski się zjawił, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, zaczęliśmy rozwiązywać sprawę zaginionego mężczyzny w Poznaniu. Mimo problemów technicznych poradziłam sobie. Później gadu gadu i Jackowski odwiózł mnie do domu. Umówiliśmy się na jutro, z Jego synem :-) )

Aż nie wiem co powiedzieć.

Cofnij się do tyłu.

Posted in Przypadki chodzą po ludziach. tagi , , , , , , , on kwiecień 26, 2009 by komakushiro

Pan Zwiastun przypomniał mi o tym, że trzeba egzystować. Cóż, czasu tak mało, że nie wiem gdzie i w jaki sposób znikają te tygodnie i miesiące. Pracuję, nadal, dość owocnie. Na sam początek lektor, później doszło jeszcze sekretarzowanie redakcją, reporter i w końcu realizator. Bycie tymi wszystkimi osobami będąc jednym człowiekiem sprawia, że na chwilę można znaleźć sens.

Mówienie na antenie tego, co się chce powoduje taki entuzjazm, że góry można nim przenosić. No cóż, ja mogę. Poza tym, program autorski – Lustro, przy współpracy z Krzysztofem Jackowskim, który pojawia się u mnie na audycji co tydzień.

Rozwijamy się, ale nadal tworzymy. W mojej głowie rodzi się porównanie kobiety do linki na pranie.

Grunt to nie dać się wykorzystać.

P.S. Za chwilę mam urodziny, właśnie sobie to uzmysłowiłam.

Peace!

Radijo.

Posted in Uncategorized tagi , , , , on luty 14, 2009 by komakushiro

Od dni kilku pracuję w radiu. Ha! Po dziwnej rozmowie kwalifikacyjnej, zostałam przyjęta do nie tak wielkiego i wydaje się (jak do tej pory) dobrze wyselekcjonowanego grona radiowych twórców. Przewagę mają mężczyźni,kobiet i dziewczynek >czyt. mnie< jest 5 chyba. Jestem najmłodsza, na tę chwilę poznaję teren i nie mówię dużo o sobie:]

Dziś pierwsza audycja moja,która była równocześnie pierwszą audycją w moim życiu krótkim.

I pierwsze przejęzyczenie przy informacjach sportowych. Zamiast GRANT >forma dotacji, przyznawana przez organizacje publiczne < inteligentna Roxana powiedziała nic innego jak GRANAT. Śmiech był, ale cóż. Moje początki. :]

I wstac muszę o 5.30 jutro,bo poranna audycja też moja.

Jednym słowem – ZARABIAM :-) )

 

______________________________

I want it.

Posted in Uncategorized tagi , , , on luty 6, 2009 by komakushiro

Miałam sześc lat. Mama po raz pierwszy pozwoliła mi pójśc do oddalonego o jakieś 400 metrów sklepu spożywczego. Przed wejściem 13 gigantycznych schodów,trudnych do pokonania.

 Wchodziłam tam ze złoty trzydzieści w kieszeni,ubrana w czerwone,poprzecierane na kolanach spodnie,brudne od błota trampki i jakąś dziwną koszulkę,której opisac nie potrafię.

Szłam tam ze świadomością,że zaraz nastąpi chwila przełomowa. Pierwszy raz wymienię okrągłe pieniążki na produkt do skonsumowania. Kubuś! Miłośc moja z czasów dzieciństwa, do tamtego owego dnia uwielbiałam Go. I pierwszy raz miałam go zdobyc sama.

 I zdobyłam. Wystając ledwie ponad wysoką ladę położyłam moje pieniążki koło kasy i zbierając w sobie siłę wykrzyczałam,że chcę Kubusia. W rezultacie dostałam nie tylko Kubusia,dostałam też pieniążki.

Pomyślałam,że mam szczęście. Zeszłam z wysokich schodów i ściskając w dłoniach Kubusia pobiegłam do domu. Nie zdejmując butów nawet otworzyłam sok mój ulubiony i…

>tutaj Roxana zamyka oczy przypominając sobie tę traumatyczną sytuację<

W Kubusiu mym była…  WATA! >tak określiłam substancję stałą,która o mały włos nie wpadła mi do gardła<

Wyplułam wszystko, wyrzuciłam Kubusia,popłakałam się. Myślałam,że to koniec świata. I od tamtego momentu NIGDY więcej nie wzięłam Go do ust. Sytuacja nie powtórzyła się więcej…

… aż do dziś. Kuzynka moja,wielka zwolenniczka Kubusiów przeżyła tą samą sytuację co ja, jakieś 11 lat temu.

Wspomnienia wróciły, łzy napłynęł do oczu i dlatego ostrzegam Was, Kubusie to zło!

The trick about life is to make it look easy!

Posted in Uncategorized tagi , , , , on luty 5, 2009 by komakushiro

Zaskoczeni będziecie nieziemsko ogółem.

Biedna,mała,wredna,różowa Roxana wróciła do Macierzy!
Wydarzenie to miało tak wielkie znaczenie,że zebrali się fotoreporterzy,ludzie bili się o wywiad z Nią!.

Na marginesie,nie jestem już różowa,spoważniałam,i to jak.
Teraz uwaga uwaga >biją gongi wszelakie< kiedy różowy odszedł w zapomnienie,po 4,5 h w salonie fryzjerskim,przeobraziłam się w jakże kobiecy CZERWONY kolor.

Ogólnie to obiecałam sobie,że częściej będę bywac w Gdańsku.

I znowu mogę mówic bezstresowo po Polsku.

 

Cheers!

W przelocie.

Posted in Uncategorized tagi , on styczeń 23, 2009 by komakushiro

Informacja dla wszystkich,którzy uznali mnie za zaginioną bądź martwą – Roxana żyje i ma się całkiem nieźle.

Wojna trwa,ale Ona jest niezwyciężona i brnie ku temu małemu światełku o tam,u góry.
Rany fizyczne są i owszem,ale niedługo nastąpi złożenie broni.

Wrócę z tarczą,mam nadzieję.

Wtedy wszystko Wam wyjaśnię,aj promys.

Trzeba być twardym,a co.

Dziękuję.

.

Posted in Uncategorized on listopad 2, 2008 by komakushiro

Uwierzcie,siedziałam nad tytułem całe 10 minut. Tak,jestem zło wcielone i trzy szóstki,bo zobaczyłam,że ktoś bloga posiada i w jednej chwili zapragnęłam mieć własnego. Wybaczcie mi i w ogóle,że mogłam się dopuścić takiego oto czynu.

 

Wracając jednak do świata prawie realnego,jutro wchodzę do świata kartotek,oskarżania,bronienia i oczywiście wydawania osądów. Tak,mała,biedna Roxanka zaczyna praktyki. Nie jest to jednak takie proste jak zdawać się mogło. Istnieje kilka podpunktów,które moga służyć za MAŁE “ale”.

Po pierwsze nie wiem czy wiecie,przebywam w kraju powszechnie znanym z germanizacji i Hitlera. Tak,tak,moje dzieci,bawię się w Niemkę. Nie,powiedziałam to? Wypluj to,Roxano. Ja się nie wypieram polskości,broń Cię Boże.

Po dwa,przebywam w tym kraju na tyle krótko,by nie rozumieć niemieckiego języka urzędowego,ba,ja nawet jeszcze podstawowego nie rozumiem dobrze.

Po trzy to w kancelarii powiedzieli,że przyjmując mnie na praktyki nie dadzą mi żadnej taryfy ulgowej spowodowanej faktem,iż jestem auslanderką.

Powodów wiele,wiele więcej,ale nie do poruszania na forum publicznym.

Aaa,zapomniałam o najwazniejszym. Zgubiłam kartkę,która jest dowodem na to,że rzeczywiście na te praktyki przyjęta zostałam. Będzie zabawnie.

Pis.

pani prawie mecenas

Posted in Uncategorized on listopad 6, 2008 by komakushiro

To się porobiło,Roxanka ma już 4 dni za sobą. A działo się tyle,że codziennie to samo. Tak,praktykująca ja w kancelarii prawniczej stwierdzam,że prawo kuleje,bo prawnicy zamiast zajmować się sprawami,chodzą na “rodzinne” obiady prawnicze co jakieś 2 godziny. Dziwić się wtedy,że nadwaga,serce i te sprawy w tym germanistycznym kraju są na dziennym porządku.

 Przechodząc do sprawy. Codziennie zostaję wysyłana do oddalonego o jakąś godzinę Landes coś tam dalej,tylko po to,by odebrać dwa listy.

 Przed dokonaniem jednak owego chwalebnego czynu zostaję perfidnie obmacana przez funkcjonariusza tudzież DWÓCH funkcjonariuszy,którzy oczywiście dbają o dobro wyższe. Ich dłonie wędrują wszędzie,oczy jeszcze dalej,tylko po to,by sprawdzić,czy nie posiadam broni,która mogłabym zabić znajdujące się za drzwiami pancernymi skrzynki pocztowe. Tak,tak,ludzie nie sprawdzą,czy pies ma jedzenie w misce,ale kobietę wymacają do ostatniego kawałka niewymacanej skóry,aby zapewnić bezpieczeństwo papierkom

Mnóstwo roboty papierkowej oczywiście,cały dzień na nogach i tu uwaga,w glanach,bo to jedyne “buty wyjściowe” w kolorze stonowanym jakie posiadam. Moje nóżki umierają już i krwawią,bo tyle,co ja się od poniedziałku nachodziłam,nie przeszłam chyba w życiu moim całym.

Dziś mnie zawieźli do kliniki dla chorych umysłowo. Nie,że mnie i w ogóle,ale zostałam przydzielona >moja zajebistość mnie przeraża< do sprawy dotyczącej kobiety chorej na schizofrenie paranoidalną. Świetna sprawa. Pani H. >nie mogę ujawniać szczegółów postępowania,nie,jednak mogę,przysięgi przecież nie składałam^^< w pewnych momentach wyglada na osobą całkiem zdrową,tylko,że chwilę później idzie do wazonu położonego w drugim kącie sali,dotyka go i wraca. Później znowu wygląda normalnie,kiedy dokładnie sekundę potem patrzy na mnie przerażonymi oczętami mówiąc,żebym strzegła się mężczyzny,który stoi za mną. Macie racje,za mną nie było nikogo. Ogółem ponoć dobrze tam karmią,także nie wstydźcie i nie krępujcie się.

To tyle.

Część i Czółem.

wyrafinowanie nieczytelnie

Posted in Uncategorized on listopad 10, 2008 by komakushiro

Jest mała Roxanka,która miała przed chwilą tyle do opisania,ale oczywiście wszystko musiało pójść się przejść. W telefonie mam możliwość pisania relacji na żywo,więc korzystam z tej okazji idąc na pociąg.

Idę więc i idę. Wiatr wieje mi w moją twarzyczkę,na którą nie nałożyłam prawie w ogóle makijażu,żeby nie wyostrzyć mojej porcelanowej przezroczystości jasnymi kosmetykami. Lekko różowe policzki mam,jak się domyślam,ale to od wiatru. Idę więc i idę,w moich rajstopkach koloru “oczojebnie nasycony róż” i krótkiej zwykłej spódniczce. Potęgować efekt mojej mhroczności mają glany,od których moje nóżki biedne już płaczą. Biały,długi i a’la matrix płacz i idę z głową podniesioną,próbując jednocześnie zmusić się do obojętnego grymasu tak,żeby człowiek bał się spojrzeć drugi raz na mnie.

Cieszę się bardzo,że mój 6 zmysł zadziałał rano i zmusił mnie do tego,bym spojrzała w torbę,bo oto jak się okazało zapomniałam mojego “szoko tiketa”,bez którego podróż byłaby niemożliwa. Słucham sobie tanga mojej imienniczki,zainspirowana przez takiego pana i słucham i słucham idąc. 

Ogólnie jakby nie patrzeć zmuszana jestem do tego,by poruszyć sprawy,które kilka dni temu miejsce miały,ale znowu od inspiracji pana pewnego powiem “nie chce mi się”. Deszczyk zaczyna padać na mnie i niszczy doszczętnie włosy,które układałam dziś jakieś 4 i pół minuty. W dodatku pada na moją twarzyczkę sprawiając,że wyglądam jak dziewczyna z filmu “Pamiętnik” w scenie z pamiętnym deszczem. Brak mi jeszcze obsady do męskiej roli,ale widze pod daszkiem mężczyznopodobnych,jest w czym przebierać.

Targnięta lenistwem zaczerpniętym od innych chciałam ułatwić sobie życie i oto do niszarki wpakowałam 13 kartek. Cóż,jak łatwo się domyśleć,niszczarka się zacięła,bo wchodzą tam najwyżej kartki dwie. Próbowałam i próbowałam udrożnić drogę dla papieru,nic z tego,kartki tkwią tam niezwyciężone. Stwierdzam,że i tak i tak pewnie już ją popsułam,więc ponaciskałam kilkanaście przycisków i za którymś tam razem niszczarka się odblokowała a ja wylądowałam na podłodze otulona zniszczonymi papierkami. Żyć nie umierać.

Rozmawiałam także z mamą moją i pochwaliłam się,że dostałam się na jakże prestiżowe zajęcia fotograficzne. Nie wiem tylko na jakiej podstawie. Mogę się domyślać,że zadziwiłam ich czysto teoretyczną wiedzą wyłożoną łamana “niemieczczyzną”,ale zapewne chodziło o mój urok osobisty i błyk w oczkach [ha!]. Żegnam się z Wami.

Czy można zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko?

11.11 22:23

Posted in Uncategorized on listopad 12, 2008 by komakushiro

Nie płaczę często. I bynajmniej nie chodzi o to,że nie okazuję uczuć. Płakanie zostawiam po prostu na moment,kiedy nie umiem się wyrazić inaczej. Nie płaczę w miejscach publicznych,nie płaczę przy zwierzętach (przeważnie). Najchętniej w ciemnościach,późnymi wieczorami,samotnie.

Patrzę właśnie w lusterko,tak rozmazałam się. Nie zdążyłam jeszcze zmyć makijażu (właściwie to teraz zmył się sam). Nawet w takich chwilach potrafię zachować trzeźwy umysł.

Choć prawdę mówiąc myśli obecne są paradoksalne i przepełnione oksymoronową śmiesznością. Zdaję sobie sprawę,że to tylko moje wyimaginowane twory,które dodatkowo podsycają się teraźniejszymi odczuciami. Lubię w takich sytuacjach zachowywać się wzniośle,by udowodnić sobie,że jednak nie jestem infantylna.

Jestem silna,życie mnie zahartowało. Jestem silna zawsze,z wyjątkiem samotności. To właśnie samotność sprawia,że wpadam w stan panicznej klaustrofobii i powracają wspomnienia z jakże “kolorowej” przeszłości. W takich sytuacjach desperacja bierze górę nad rozsądkiem.

Przerażam Was. Wprawiam w stan ogólnego zakłopotania,kiedy moje argumenty rzeczywiście przekonują. Boicie się zbliżyć,więc stajecie z bok torując jednocześnie drogę potencjalnym odważniejszym,którzy widząc widząc tylu przestraszonych, wpadają w równie godny pożałowania stan i tym sposobem zostawiacie mnie samej sobie.

Ale ja jestem małą,biedną Roxanką. Potrzebuję tylko gestu,spojrzenia,uśmiechu…

Poszła sobie.

Posted in Uncategorized on listopad 14, 2008 by komakushiro

Do twarzy mi w workowatej kurtce. Idę sobie i mży,a ja po prostu dziś tak… Nieważne. Więc idę sobie i idę,i mam na sobie czarną,workowatą kurtkę i czerwone spodnie,które kiedyś były rurkami,ale teraz na mnie za bardzo wiszą. Dochodzę do dworca. Zaraz będzie pociąg.

 

Dzień,a w sumie ranek do południa minał szybko i pracowicie. Narzuciłam sobie takie tempo,że trase do tych dziwnych urzedów zwykle pokonywaną w półtora godziny,przeszłam w minut 40. Teraz mnie czeka sprawdzanie akt i dokumentów,później łamana rozmowa i do domu pewnie.

Racje miałam,puścili mnie szybciej. Jest 12,idę i jest mi dobrze,bo nikt prawie mnie nie widzi. No,gdyby nie te moje włosy. Pod workowatą kurtka,która niby jest płaszczem do pasa i za dużymi spodniami idę na Hauptbanhof. Mży nadal,jestem cała zroszona. Czuję,ze mam zespół napięcia.

Zwykle siadam z przodu,tym razem zupełnie z tyłu. I chyba dobrze,bo ciakwe widoki mam. Japonka,siedząca 2 siedzenia dalej czyta list i rozmazuje atrament swoimi łzami,jednocześnie popijając whisky. Tak,woń roznosi się wszędzie,jednak Ona zdaje się tutaj nie istnieć prawie. Szkoda,że ten list po niemiecku. Naprzeciw mnie usiadł jakis bezpłciowiec i patrzy się jak szpak w Gie. Dobra,stwierdzenie bezpłciowiec było śmieszne. Wyciąga ON właśnie cooo? walkmena mhrocznego i do tego śmieszne gumowe słuchawki. Nie mogę się nie śmiać pisząc o tym teraz. Mhrocznie przewija kasetę tam włożoną i zaraz na cały głos słychać co? Niemieckie Disco z lat 80. Umieram. Zabierzcie mnie,proszę. Dobrze,nie,nie patrzę na Niego. Zwracam uwagę na Japonkę,która po prostu jest niesamowita tym zachowaniem. I ta whisky… Hai,właśnie kontrola biletów. Wyjmuję szokoTiket,kiedy staję twarza w twarz z… murzynkiem kontrolerkiem,który się zachowuje jak gwiazda hip-hopu. Chwała mu za to,przynajmniej mnie rozbawił.

Naprawdę mam napięcie. A może to jesień. Nie potrzebuję kolorów,strasznie jednak nie-faj-nie. Chuj. Nie lubię,kiedy ludzie przestaja mnie traktować normalnie bo COŚ TAM. A może to chodzi o mnie,bo nie prostam ich wyobrażeniom. Pójdę i nie wrócę.  Nie lubię pinponga i nie chce być traktowana jak owa piłeczka.

 

Seks,muzyka i jedzenie powinny być swego rodzaju rytuałem.

Jabłkowy sok na kolanach.

Posted in Uncategorized on listopad 16, 2008 by komakushiro

Tak,myślałam w nocy. Hai,infantylność się skończyła. Na szczęście to było chwilowe. Nie ma misiów. Sie skończyły,są słodkie,ale nie ma w nich subtelności. Roxana już wie czym to zastąpić. Przepraszam.

Siedzę sobie właśnie z jabłkiem,które obieram na kolanach i jak się domyślacie jestem w soku cała. Nie mogłam wyjść pogoda totalnie na to nie pozwala. Odkurzyłam więc moja gitarę,której nie uzywałam już od póltora tygodnia,nie wiem jakim cudem. Gram i gram. I mi lepiej,bo taki strach mały,który wczoraj u mnie zamieszkał powoli kładzie się spać. Naprawdę,za odrobinę bezpieczeństwa dałabym wszystko.

Ale zdaje mi się,że w tych czasach takich dzieci ‘niebezpiecznych’ jest więcej. Nie ma więc się co użalać,kiedyś na pewno pozna się tego smak. Jestem tego pewna. Albo nie,nie jestem.

W sumie,mam trochę dobrego serca w sobie,prawda?

Zgubiłam moje pióro. Ah.

I ja nie wstydzę się moich uczuć. Tudzież ich braku,naprawdę.

Moralne wyuzdanie.

Posted in Uncategorized on listopad 18, 2008 by komakushiro

Wiem już o czym pisać chciałam za każdym razem,gdy nie mogłam sobie przypomnieć. Tak!

Jak wiecie chodzę jestem praktykantką w kancelarii. Obserwuję,notuję,znowu obserwuję życie,zachowanie,postępowanie i stosunek do świada tych wszystkich prawników. Jeden wątek jest szczególnie interesujący i po prostu ah i oh.

Mamy kuchnię w owej kancelarii,w której robiłam swego czasu przeszukanie,żeby się zaznajomić. Biała,nic szczególnego. Pod stołem zaś,cóż zauważyłam? Skrzynkę wody mineralnej niskogazowanej. Niby normalne,gdyby nie fakt,że obow ów wody stały 2! skrzynki czegoooo? PIWA. I to nie byle jakiego. I pamiętam,że bardzo alkoholowego. Cóż,jakby zrobić takie równanie,to wychodzi na to,że na jedną skrzynkę wody mineralnej niskogazowanej,która fenomenem nie jest,przypadają 2 skrzynki piwa,które już wzbudza zainteresowanie.

Więc ciekawość wzięła górę,zaczęłam szukać dalej. Za wyżej wymienionymi skrzynkami,stała wielka,wielgaśna butelka [butla],z trunkiem,który pachniał nieznajomo,ale bynajmniej nie był bez alkoholu^^. Prawdziwego szoku doznałam otwierając lodówkę,w której powinny się znajdowac artykuły spożywcze. Otóż były,ale nie takie,jak mogłabym sobie wyobrazić. Artykuły rzeczywiście konsumpcyjne,na co składały się: 6 butelek szapana,3 butelki wina >każde rozpoczęte<, whisky i 2 rumy.

Nie wiem cóż powiedzieć więcej,co skomentować. Może tylko tyle,że życie prawnika jest UPOJNE^^

 

Pis.

EDYTUJĄC: Przypomniałam sobie 2 epizody z moich inteligentnych snów,w których spotykam inteligentnych ludzi. ZAWSZE.

-Jesteś powierzchowny?
-Nie,jestem bezinteresowny,to mi się opłaca.

I drugi,ze snu dzisiejszego.

-Co lubisz robić?
-Uszczęśliwiać innych.
-A więc jesteś dziwką?

dzieci są złe

Posted in Uncategorized on listopad 24, 2008 by komakushiro

To tylko za sprawą zdjęcia pewnego a później tej jakże cudownej piosenki.

 Czytanie natchnionych sprawia,że wena przychodzi nieoczekiwanie. Coraz częściej łapię się na tym,że to,co piszę,co próbuję stworzyć i wykreować urywa się w bliżej nieokreślonych czasem momentach. Na początku byłam na siebie zła za to,że nie potrafię doprowadzić niczego do końca,jednak teraz stwierdzam,że te wszystkie twory niedokończone są niezłe. Chyba mi się kąt zmienia.

Najlepiej wychodzą rozmowy z zaskoczenia,w których niczego nie możesz przemyśleć,ułożyć i zmienić. W rezultacie wszystkie wyrzuty sumienia odchodzą na bok,bo usprawiedliwieniem jest fakt,że to była chwila. Lubię czyścić atmosferę. >tutaj zamyślenie,spowodowane chyba nimm2,które jem przeciągle.< I szybko wyciągam wnioski ze słów. Czasem zdarza się,że rozmówca zna mnie lepiej ode mnie,odgadując moje myśli,obawy i zarazem karcąc mnie za to,że się plątam po rzeczywistościach. Dobrze jednak,że tacy jeszcze są.

>tu roxanka poszła do kuchni< W ogóle,stwierdzam,że imię ROXANA jest znośne tylko przy zdrobnieniu.
>tu roxanka wróciła z kuchni< I dochodzę do wniosku,że pieczywo dyniowe jest cudowne,ah,oh i orgazm.

Tu KLIK,do dzieciuf 

Przygarnij.

Utopia.

Posted in Uncategorized on listopad 26, 2008 by komakushiro

No i co?

No i pstro.

Złych rzeczy sto.

Muzyka.

Posted in Uncategorized tagi , , , on grudzień 4, 2008 by komakushiro

Napisane jeszcze w momencie,kiedy nie wiedziałam,że tak się życie potoczy.

 

Nie wiem czy wiecie,ale mam ała. W paluszek. Jest cały zabandażowany. I tak jakoś mi pusto i smutno,bo nie ma muzyki >z akcentem na U<. Frustracja moja przechodzi wszelkie granice,więc postanowiłam pocierpieć.

Wchodzimy właśnie myślami do pokoju,gdzie stoi gitara. Patrzymy na Nia i łakniemy Jej dotknąć. W końcu nie wytrzymujemy i podchodzimy. Dotykamy powoli,delikatnie,by za chwilę zaspokoić swoje zmysły Jej dźwiękiem. Chcemy już szarpać za struny i… Przypominamy sobie,że okaleczony paluszek nam przeszkadza >palec wskazujący jest bardzo wazny< Szybka decyzja,uniesienia muzyczne,czy tylko patrzenie i imaginowanie?

Nie mija sekunda i Roxanka zrywa bandaż z paluszka zaciskając przy tym zęby. Boli >jak każdy pierwszy raz^^<.

Dotyka gryfu,od góry do dołu… Zamyka oczy postanawiając,że będzie dziś smakować muzyki jedynie palcami.

Instynktownie zaczyna od The Unforgiven,później dwójka… Cały czas robi to przy zamkniętych oczach,ból miesza się z ekstazą. Następnie led zepplin i Stairway to heaven. Wychodzi idealnie. Kołysząc się za gitarą postanawia zakończyć na dziś Claptonowym Tears in heaven. Boli cały czas,ale muzyka… Choć seks ponoć jeszcze lepszy.

 

Tja.

Do umysłów ścisłych : Rtęć odczuć zarówno fizycznych jak i psychicznych jest niższa niż wartość zera bezwzględnego.

To samo do humanistów : Moje odczucia mogę porównać do gumy,która dosłownie przed chwilą straciła smak.

 

Mit freundlichen grüßen

eR.

Drogie dzieci…

Posted in Uncategorized tagi , , on grudzień 5, 2008 by komakushiro

… Mikołaja nie ma! Nie ma,nie było i nie będzie!

A teraz,jeśli już wszystko jest jasne,możecie iść otwierać prezenty od Rodziców-Mikołajów,którzy chcą pokazać,jacy są fajni i w ogóle.

Nie płaczcie już,ktoś musiał Wam prawdę powiedzieć.
No,idźcie pozbawić życia czekoladowego renifera,mordercy jedni.

Jeleń na drodze.

Posted in Uncategorized tagi on grudzień 9, 2008 by komakushiro

Jedzie,Nie jedzie,Jedzie,Nie jedzie.

Kurr,mam za dobre serce.

Sophisticated

Posted in Uncategorized tagi , , , , on grudzień 12, 2008 by komakushiro

Uwielbiam jeździć zatłoczonymi pociągami.
A wprost szczytem moich marzeń jest stanie twarzą w twarz z pełnym dymu papierosowego oddechem,który stara się być zniwelowany przez gumę owocową. A tfu.

Krwawię. Tak wiecie,fizycznie,żeby nie było.

W poniedziałek idę na koncert. Haaa. Wiolonczela i fortepian. Mru.
Tylko,nie mam się w co ubrać?!

A szpilki tudzież jakiekolwiek inne buty na obcasie,to wytwory samego szatana. NIGDY W ŻYCIU. Nawet do ślubu w glanach pójdę. Albo martensach. Albo w czymkolwiek na podeszwie płaskiej. Na mężu moim w ostateczności <ha>

ALOHA.

Powietrze przesycone zapachem tabletek przeczyszczających umysł.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on grudzień 13, 2008 by komakushiro

Rozmawiając ostatnio z moim umysłem,który wbrew mitom wszelkim jest integralną częścią mnie i jest także sprawcą całego zamieszania,doszłam do wniosków dziwnych,jeszcze bardziej interesujących i inspirujących wszystkie zmysły moje.

Najpierw jednak przybliżmy sylwetkę owego umysłu. Zasiada w najbardziej wysuniętej ku górze części mojego ciała,sam określa siebie jako “bezimienny stworzony do celów wyższych niż zagryzanie wódki ogórkiem”. Na sam koniec jest główną przyczyną mojej bezsenności,gdyż dochodzenie do tego,czy moje myśli są modyfikowane przez niego,czy też są całkowicie obiektywne,spędza mi sen z powiek.

 W tym momencie niewiadomo skąd i jak,pojawiają się prowokacyjne treści na temat : “Masochizm nigdy nie jest czysto fizycznym odchyleniem. Spowodowany jest przez…” Nie,nie czas na kończenie. Choć własnie przez sekundą dowiedziałam się,że krwotoki moje spowodowane są strajkiem pod wodzą samego “bezimiennego stworzonego do celów wyższych niż zagryzanie wódki ogórkiem”,który oskarża mnie o bezprawne zaśmiecanie jego porządku sprawami,z którymi on nie daje sobie rady.

Nie dajmy się zwariować. W końcu to dzięki mnie istnieje i to ja go kontroluję
-Jesteś tego pewna?
-Oczywiście. – odpowiadam bez wahania.
Zaproponował mi zakład. Pokocham miłością zakazaną,a kiedy to ju nastąpi on sam wybierze nagrodę. Przystałam na to,bo przecież wiem,że miłość to nie umysł a serce. Nie wiedziałam jednak,że serce także mnie zdradziło przechodząc na stronę “bezimiennego stworzonego do celó wyższych niż zagryzanie wórki ogórkiem”…

 

Pe eS. Napisane wcześniej niż później. Nigdy jednak nie miałam wystarczająco chęci,by to przestukać tutaj.

.

Szkolnie.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , on grudzień 17, 2008 by komakushiro

Niemieckie klawiatury sa beznadziejne. Siedze wlasnie w sali szkolnej,pisanie jest frustrujaco dlugie. Chcialam wymyslec cos o koncercie i o mojej kobiecosci,ale tutaj nie ma sensu. Rozpisze sie na mojej domowej klawiaturze z polskimi znakami. Kliku klik. O,mam wlasnie kolo siebie Dodjego,francuski murzynek.

O,teraz mi spiewa. Tu vas me detruire. Mru.

I z rąk mi wypadło.

Posted in Uncategorized tagi , , on grudzień 18, 2008 by komakushiro

Czarna, koronkowa >bardzo koronkowa< bluzka, ciemne spodnie “na kant”, czarne czółenka. Pusty hol szkolny, “stuk,stuk”,próba kobiecego chodu. Biodra w ruch,klatka piersiowa do przodu,głowa do góry. Pierwsze potknięcie,zmiana stylu chodzenia i cała kobiecość prawie zaczyna pasować.

Wchodząc do sali koncertowej czuć nawet w opuszkach elegancję i dystyngowanie. Miejsca siedzące ze stron wszystkich, na samym środku scena z czarnym,  połyskującym fortepianem. Szmery, ostatnie kaszlenie i “spektakl” się rozpoczyna. Wszyscy milknąna scenę wchodzą artyści. Spoglądam tylko sekundę, później zamykam oczy. Muzyka smakuje z zamkniętymi oczyma najlepiej. Zaczyna fortepian,cicho,cichutko,cichuteńko. Nagle przyspiesza, a klarnet wydaje z siebie dźwięki rozbawienia,które przechodza w obsesyjny śmiech. Fortepian warczy głośno, klarnet śmieje się nadal z coraz większą żałością w “głosie”. Fortepian cichnie, klarnet szlocha na sam koniec.

 Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon. Do tandemu dochodzą skrzypcę. 

Zaczynają cicho, zalotnie, klarnet odpowiada tym samym, w tle cicho fortepian. Skrzypce zaczynają flirtującą grę z klarnetem,fortepian “przyglada się” z boku. Coraz intensywniej, z coraz większym zaangażowaniem,z coraz większą… nagle fortepian wtrąca się w miłosną grę, przerywając klarnetowi. Skrzypce krzyczą, klarnet uspokaja.

Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon. Do tercetu dochodzi wiolonczela.

Zaczyna radośnie i figlarnie. Wtórają jej skrzypce i klarnet. Nagle wszystko cichnie. Fortepian “wygłasza” swoje przemówienie. Gdy kończy klarnet nieśmiale ośmiela skrzypce do “przytulenia” wiolonczeli. Zaczynają “śpiewać” wspólnie,klarnet w tle okazuje swoją radość. Fortepian rezygnuje.

Owacje, wyjście za scenę, ponowne wejście, skłon, wyjście, wejście, skłon i tak 5 razy. Wszyscy schodzą ze sceny.

 

 

Koncert skończony. Biegnę do toalety,zdejmuję “kobiecość” wkładając czerwone spodnie,czarno-czerwone glany i czarny sweter. Glanów >dziurek dwadzieścia< nie zawiązuję. Biegnę na pociąg. Błąd. Żadnego połączenia. Na samą myśl o tym,że zostać będę miała na noc na dworcu,łezki podchodzą do oczu. Zbierając w sobie odwagę podchodzę do wyglądającego na miłego chłopca i starając się mówić czysto przedstawiam sytuację robiąc bardzo smutne oczka. Podziałało. Ów chłopiec jechał do Bochum,więc pojechałam z Nim. Później podprowadził mnie na przystanek. Podziękowałam ładnie,wsiadłam do autobusu,pomachałam i tym sposobem na początku następnego dnia byłam w domu.

Di eeent.

Bez pościeli.

Posted in Uncategorized tagi on grudzień 20, 2008 by komakushiro

Szare domy w szarym mieście. W szarych domach szarzy ludzie. Tyryryry.

 

Jedni przygotowują się do świąt razem,inni samodzielnie. Inni >czyżbym to była ja?< >nie,to niemożliwe!< nie robią tego w ogóle. Naprawdę,albowiem zaprawde powiadam Wam, PIEPRZMY ŚWIĘTA!

I  nie robię tego dobrowolnie nawet. Ale tak to jest,jak naiwność opanowuje zdrowy rozsądek. Nie ma choinki,nawet połamanej bombki. Uczucie beznadziejności wyciska soki wszystkie.

EMO,tfu,CJONALNIE

Posted in Uncategorized tagi , on grudzień 21, 2008 by komakushiro

Jestem wrażliwa. Fakt niezaprzeczalny. Jestem EMO? >krzyk< Bo tak sobie myślę,ideologia EMO głosi rozwiązłość w okazywaniu emocji,jakkolwiek by nie patrzeć tych nostalgicznych i przygnębiających. Zauważyliście,że EMOcjonalni się nie śmieją? Właśnie,ja się śmieję. Nie jestem EMO. >zaciesz<

To dlaczego mi smutno? >phi<

Zbawczy puginale! Tu rdzewiej!

Posted in Uncategorized on grudzień 22, 2008 by komakushiro

Zawsze na złość,bo kiedy WSZYSCY nie śpią,ROXANKA śpi. Kiedy Roxanka NIE śpi,wszyscy śpią. Jest przez 5, na sen mi się nie zbiera. Co by tu… Hej,powiedz,że jestem fajna.

Gladiator.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on grudzień 26, 2008 by komakushiro

Otóż, dnia wczorajszego przecudowna eR. stwierdziła,że poobcuje sobie z naturą i pobiega po leśnych,zabłoconych,mokrych,śmierdzących ścieżkach,tak,dla zabawy. I poszła. Pogoda tak niezbyt wyglądała na zimową i grudniową,więc się eR. ubrała tak wiosennie,żeby nie rzec sierpniowo.

I biegać poszła. Kilometrów całych 6,na pierwszy raz po 236 latach świetlnych.

Naprawdę,ja w bieganiu nie widzę nic wielkiego. Tak,wiem,że mówią,że to jakoś działa na duszę czy coś. Chuj,nie na mnie. Nie czuję się lepsza,wręcz przeciwnie,bo muszę przekonywać swoje ciało,że jeszcze kawałek dam radę,choć w rzeczywistości mam ochotę leżeć w łóżku. I zero muzyki w uszach,bo to frustruje.

Więc,wreszcie dodomu wróciła,wypiła 13 litrów czegoś w stanie ciekłym i udała się na spoczynek do łaźni.
Zimny prysznic,a jak! Na rozgrzane ciało najlepszy,taki,że aż ah i oh,krzyczeć sie chce,ale eR. musi powstrzymać. Później mikstury spożywcze w dwóch wydaniach:

Pierwsza- całoroczna.

Składniki:
zmielone ziarna kawowe : 23,4 g
oliwa z oliwek: 13.2 ml
cukier gruboziarnisty: 452 ziarenka

Całość zmieszać,wcierać w zimne,mokre i czyste ciało. Poczekać 3 minuty i zmyć wodą arktyczną.

 

Wersja druga – Świąteczna.

Do tego co wyżej dodać cynamonu- dużo cynamonu i wcierać w skronie (pod żadnym pozorem nie podjadać!)

 

Mrrr. A teraz aaaa psik. Chyba jestem chora.

Cierpię na bezsenność.

Nonsens.

Posted in Uncategorized tagi , , on grudzień 28, 2008 by komakushiro

Poczuwszy zagrożenie,uciekła do trzeciego pokojowego kąta.

Pociąg mi uciekł. Pojechał ho ho ho,nawet się nie zatrzymał. Kur!

Ale jutro centrum,bo muszę kilka miłych rzeczy zrobić. :F

I na aparat czekam,i czekam, tiku taku,tiku,taku.

 

Złożyłeś okulary
Ze złudzeń wszelakich,błahawych
Myślisz – niezniszczalne
Wbijasz się w ciało
Ostatnia noc w krwioobiegu
Szelest powiększonych źrenic
Trzask zmąconych włosów
Idziesz na zakupy Codzienności
Słyszysz? Właśnie przeszło obok
-Co?
-Życie.

Spadająca gwiazda

Posted in Uncategorized tagi , , , on grudzień 30, 2008 by komakushiro

Widziałam dziś,chwil temu kilka. To pewnie dlatego,że uwielbiam patrzeć w Niebo. Nie,żebym teraz się nad tym rozczulała,nic z tych rzeczy. Po prostu,przypomniało mi się,że trzeba życzenie powiedzieć. Zaczęłam więc mówić i w pewnym momencie się zacięłam,szukałam słów odpowiednich i bałam się,że Ona zniknie,zanim to dokończe. Ale nie,gwiazdka poczekała,ja skończyłam i teraz tylko czekać na spełnienie <ha>. Oczywiście,że w to nie wierzę.

Poza tym,mamy gwałciciela,który gwałci takie małe dziewczynki jak Ja. Ale się boję.

I wiecie co? Nie żałuję niczego,co się w moim życiu stało z moim udziałem w roli głównej. Bo i z jakiej racji mam zamykać oczęta i zaciskać powieki za każdym razem,kiedy przypomnę sobie coś,co nie wyszło w 100%?

A,no właśnie. Zgubiłam pieniądze. 50 Euro uściślając. A chciałam sobie kupić Cudowne słuchawki. O IRONIO. :|

Myślę właśnie o czerwonej pomadce to ust,i tym oto krwistym akcentem się żegnam.

Kuriozalność

Posted in Uncategorized on grudzień 31, 2008 by komakushiro

Nie,nie. Ale każdy ma przecież dni gorsze i lepsze. I stany ukojenia i paranoje. Tak naprawde to winno się to leczyć. Jakieś wyciszające szumy morza i odgłosy delfinów/wielorybów,co bądź. Ja się w tym momencie boję,przyznaję z podniesioną głową. Mój lęk jest o niezidentyfikowanym podłożu i właśnie dlatego nie mam pojęcia jak Go zniwelować.

Definitywnie potrzebuję rozmowy z człowiekiem na poziomie,choć nie tyle o człowieka tu chodzi,co o poziom rozmowy. Naprawde,to dziwne,ale uwielbiam czuć się przy ludziach taka pozaginana. Nie zdarza się to często niestety,bo zazwyczaj to Ja jestem osobą Zaginającą,bardzo rzadko Zaginaną. Prowadzi to do powstawania myśli niedorzecznych i całkowicie odbitych od rzeczywistości.

Hej,hej,tyś mój klej. (nie mam pojęcia skąd i jak to w mojej głowie)

 

Chroniczna bezsenność. O!

EDYTUJĄC:

Mówiłam,że to bezsenność. Krótko przed 4 a mi się do łóżka nie spieszy.

Jestem dzieckiem.>uświadomiłam sobie to przy pomocy,ale ważne,ze jednak< Jak każde dobre dziecko,jak każda dobra mała dziewczynka mam duuuuże serce,jestem bezinteresowna,mam czyste myśli i świecę niewinnością. Z tą niewinnością to się utożsamiam nawet. I dobrze mi z tym. Tylko naiwność nie jest czasem zbyt wyważona…

 

5.30 – eR. udaje się bezpodtekstowo do łóżeczka,po bezpodtekstowym dniu i kawałku nocy,myśląc >autentycznie< o chmurach,po których skakać nie umie i o cukierkach owocowych.

Niechaj nikt mi niczego nie psuje. Bo coś się boje,że jednak.

Farewell. >bo to zła kobieta była<

Posted in Uncategorized on grudzień 31, 2008 by komakushiro

Wracam do mojego małego świata nauki i angielskich idiomów. I głowa mnie boli. Kolejny raz, kiedy ktoś nadinterpretował.

Powodzenia w Nowym Roku,może ten okaże się bezbłędny.

Książkowo…

Posted in Książkowo. tagi , , , on styczeń 2, 2009 by komakushiro

” Sylwestrowy wieczór spędzała w swoim pokoju,ktory przed chwilą oczyściła ze wszystkiego,co ‘zbędne’. Białe ściany,ogołocone ze zdjęć wszelakich i oświetlane 100-watową żarówką wydawały się być jeszcze większe i bielsze. W tle słychać było tylko strustrowane uderzanie palców o klawiaturę. To siostra,która sumiennie od kilku godzin próbujowała przeskoczyć siedem znikająych chmur.

Atmosfera gęsta jak londyńska mgła. Nostalgia dodaje pieprzu do ogólnego niezadowolenia,co powoduje kichanie i katar u Codzienności.

Siedząc,a właściwie leżąc na biurku myślała nad wydarzeniami minionego juz prawie roku, który definitywnie nie był rokiem urodzaju i szczęścia. Co gorsza, to własnie ten ostatni dzień zdegradował całe kilkaset dni,do rangi ‘najgorsze lata mojego życia’.

Odeszła kolejna ważna osoba,zostawła tylko wyrzuty sumienia i miliony pytań bez odpowiedzi. Rodzicielka wyładowała swoją energię właśnie na niej. Dziś kolejna bezowocna kłótnia, kolejne słowa,które trafiają w ’sam środek’. W głowie znowu pojawiają się myśli o niekonwencjonalnych środkach radzenia sobie z samotnością. Setki absurdów, przypuszczeń, niewypowiedzianych próśb.

Rozebrała się,położyła na niebieskiej sofie,przykryła przyjemnym w dotyku kocem. Zwinęła się cicho w pozycję embrionalną,co dzisiaj nie pomogło ani troche. Aktualny ból fizyczny był niczym w porównaniu z katuszami duszy.

Czuła,że się dusi. Nieokiełznany lęk począł władać jej umysłem,zamykać dopływ powietrza do płuc powodując atak klaustrofobicznej paniki. Wszystko działo się w głowie…”

 

“…odgarnęła do tyłu swoje zmącone włosy. Łzy napłynęły jej do oczu i po chwili dwie strugi całkowicie rozmazały pozostałości makijażu, po czym dźwięcznie spadły na lewą dłoń.

Chcąc się uspokoić, próbowała wygrzebać z pamięci chwile,kiedy była naprawde szcześliwa. Zadanie zdawało się być bardzo trudne, przez co duszności stały się coraz bardziej i coraz więcej i… – destrukcyjne. Pragnęła zasnąć,przespać ostatnią godzinę beznadziejności,obudzić się jutro i wiedzieć,że to był sen.

Nie był. Zdecydowanie nie. I jutro też będzie trzeba się z tym zmagać…”

 

Autor ma nawet tyle lat,co ja. Cheers.

O Odpowiedzialności słów kilka.

Posted in Przypadki chodzą po ludziach. tagi , , , , on styczeń 4, 2009 by komakushiro

Tak dosłownie i przenosząc.

Odgrzebałam w kufrze książki z przeszłości. Wprawdzie mało ich,bo cóż,nie jestem w Domu,ale zawsze. Wróciłam do tego kto,co,gdzie i jak. Akcja – reakcja. Zapomniałam już jaka to była przyjemność.

Wracając do mojego życia ,w którym tak jakoś podświadomie nawet  grzebię. I karcę sama siebie za naiwność i niepohamowanie. Z ta małą różnicą,że teraz nie zamykam oczu,kiedy przypomnę sobie te irytujące sytuacje ze mną w roli głównej (których nawiasem było wiele). Jakoś trzeba z tym żyć i bynajmniej nie pójdę się teraz ciąć.

Nie wiem kto mnie nauczył Moralności. Naprawde,o to,w moim życiu trudno było. Może jakoś genetycznie zaprogramowane. I wiecie co? Mimo tego,że Ona chowa się czasami w kąt,to zawsze,zaznaczam,ZAWSZE wraca. Branie odpowiedzialności za błędy to niepodważalne minimum.

Tak prawde mówiąc,to jestem tak pozbawiona uczuć wyższych,ktorych nikt mi nie pokazał,że mogłabym bezproblemowo się spakować i pójść w świat. Ale. Właśnie,obiecałam. Obietnic,wbrew pozorom się dotrzymuje. Choć nie do końca. Z obietnicami trzeba się utożsamić. I nawet ta cała inteligencja i mądrość polska idzie się jebać,kiedy braknie jednego. Odpowiedzialności za słowa.

Obiecałam,że zostanę. Zostałam. Jestem odpowiedzialna? Za słowa – jak najbardziej.

A Ty?

 

(Nawróciłam się. Ostatnio zaczęłam się pokazywac ludziom bez grama makijażu. Minęły mi już lata,kiedy myślałam,że jestem Dorosła,bo używam tuszu do rzęs. Został mi tylko pociąg do pomadki ochronnej,niezbędnej w moim przypadku,bo nagminnie przygryzam wargi. I wiecie co? Wyglądam słodko w przyrumienionych policzkach. Zaznaczę,że naturalnie >naturalność wywołana wcześniejszą historią z pumeksem<.  I NIE wydaję kroci na róż do policzków<cóż za oszczędność<. Moje rzęsy nie są pogrubione o 200% >reklama prawde Ci powie!< i wyglądam jak mała dziewczynka. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Teraz tylko zbawię świat,pójdę do nieba i pozamiatane. Cheers)

Rose is my colour, and white.

Posted in Głęboko tagi , , , , on styczeń 7, 2009 by komakushiro

Czyli z serii, Roxanka śpiewa.

Tak mnie wzięło na Nicka Cave’ja >ha< że nawet w śnie to śpiewam. PJ Harvey też jest ah i oh. Tylko zdaje mi się,że Jej się tytuły troche pomieszały,bo. Angelene tak mi pasuje,że powinna mieć tytuł Roxanne. A piosenka o małym Henrym >a szczególnie coś teledyskopodobnego< pokazuje,że nawet taka niepozorna kobietka jak PJ może uwodzić.  A skoro PJ może,to każdy może :]

Ja także się zastanawiam co tu robię. Choć nie. Wszystko przez -20 za oknami. Wstając jak człowiek,ubierając się stosownie do tego minus dwadzieścia i chcąc >ale oczywiście nie za wszelką cenę< dojechać do szkoły,poszła eR na pociąg. Wyszła “za dziesięć”,doszła na dworzec i stała, wiatr pluł i dmuchał Jej w twarz. Stała jednak niezwyciężona,bez rękawiczek,bez czapki,tak tak,bez szalika też. Jej poparzone i niesłonięte dłonie zdawały się wchodzić w stan agonalny. Stała dalej. Do “dwadzieścia po”.

>Tutaj krótka lekcja matematyki<

Otóż zwrot “za dziesięć” zastępuje półgodzinne wywody na temat tego,że zostało 10 minut do pełnej godziny. Więc mamy DZIESIĘĆ.

Zwrot “dwadzieścia po” natomiast oznacza nic innego jak to,że od godziny pełnej minęło minut 20. Z tego wynika więc,że otrzymujemy DWADZIEŚCIA.

Sumując te dwa wyrażenia przedstawione za pomocą liczb,otrzymujemy kolejno:

DZIESIĘC – 10
DWADZIEŚCIA – 20

10+20=30

30 – (słownie) CZYDZIŚCI

Tak więc otrzymujemy 30 minut stania na dworcu przy minus 20,bez szalika,rękawiczek i czapki,z poparzonymi rękoma. ŻYĆ NIE UMIERAĆ!

Oczywiście,że wróciłam do domu. Nie poszłam do szkoły.

Wypijmy za błędy.

Posted in Uncategorized on styczeń 10, 2009 by komakushiro

Wojna,Har-Magedon, sześćset sześćdziesiąt sześć i sześćset szesnaście. I wszystko z udziałem Wrednej Roxany. Kobieta demolka.

A liczba ich Czternaście błędów oznaczała.

Mmm.

Wyemancypowana.

Posted in Uncategorized tagi on styczeń 12, 2009 by komakushiro

Prawda zniewala. Poza tym,słowa nie składają mi się dziś w jedną całość.

W zeszłym roku jeszcze stłukło się lustro,wypadając z dłoń moich. O ile dobrze pamiętam,wróży to 7 lat nieszczęść. Ponoć to tylko sugestia,ale ja dobra w te klocki jestem,więc na mnie działa,i owszem.

 Postanowiłam więc zrezygnować z zajęć fotograficznych,z których i tak nie wynoszę niczego. To pewnie dlatego,że nie rozumiem tej drugiej połowy,która przekazuje jakieś informacje. Choć nie robię tego przez bezpośredni nacisk na fakt,że siedzę zawsze godzinę dłużej a słownik mam już opanowany do perekcji. Jest jeszcze inny Powód,choć lepiej powiedzieć Powody. Kilku młodych,niedoszłych fotografów ofiarowuje mi swoje serce. Bez wzajemności oczywiście i tutaj trzeba pokazać swój brak skrupułów.

Naprawde,ostatnio słowa “Kocham Cię” wypowiadane takim śmiesznym akcentem przez obcokrajowców słyszę coraz częściej. Choć nie tylko o obcokrajowców chodzi. To smutne,że nie umiem doceniać ich starań. I zaczynam tęsknić za czasami,kiedy nikt nie wydzwaniał,nikt nie pisał i nikt nie irytował narzucaniem się.

 Heute, 7.06 (a.m.)- 14 połączeń – Kyler
                       - 9 połączeń – Dodji
                       - 7 połączeń – niezidentyfikowany obiekt latający

Rozładowują mi baterię.

“-Kocham Cię.
 - To bardzo miłe z Twojej strony.”

Tylko na to mnie stać,wybaczcie.

Poza tym głowa mnie boli,i brzuszek mnie boli i żałuję,że jestem kobietą.

___________________________________________________________________

                                                                                                                                                                            20.

I z rąk mi wypadło…

Posted in Uncategorized tagi , , , on styczeń 13, 2009 by komakushiro

CKOD mi sie przypomniało,bo przypasowało do sytuacji.

Albowiem stukło się >samo oczywiście< porcelanowe cudo,a mianowicie miska. Chciało udowodnić,że grawitacja nie istnieje,wypadło w nieodpowiednim momencie,bo gęstość jeszcze zbyt dużą miało,i bum. Uczcijmy tą śmierć minutą ciszy.

Już.

Przy zbieraniu potłuczonych resztek tego cuda,poraniłam się,a jak,jak zwykle. W tym miejscu chciałabym poprzeklinać wszystkie chińskie rączki,które ową miskę formowały,bo zrobiły to źle >jak wszystko<.

Przeklinam ogółem tego,kto mnie na kobietę zrobił. Siedzę z dwoma termoforami,ciepłą herbatą i grzanką,której nie ruszę.

 

Jak mnie już tiul nie cieszy i gorset też nie,to naprawde jest niedobrze :]

Postanowienia…

Posted in Uncategorized tagi , , , , on styczeń 14, 2009 by komakushiro

…(późno) noworoczne.

1. Opróżnić szafę z mhrocku.
2. Być bardziej kobieca (cokolwiek to znaczy)
3. Zrobić z siebie wredną dziewczynkę.

+ czerwona pomadka do ust…